niedziela, 12 lutego 2012

Rozdział I

Ranek, promienie słoneczne muskały moją twarz. Otworzyłam oczy zerkając na godzinę w telefonie: 10:24. Uśmiechnęłam się sama do siebie spełzając z łóżka. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro marszcząc brwi. Moje jasnobrązowe włosy związane były w lekkiego kucyka, zielone oczy błyszczały odbijając światło, a bladoróżowe usta były popękane i suche. Oblizałam wargi po czym weszłam pod prysznic. Wychodząc owinęłam się puchatym zielonym ręcznikiem po czym szybko się ubrałam. Umyłam zęby szczerząc się do lusterka. Myślałam wtedy o tym, że już niedługo zawita na nich srebrny drut. Wyszłam z łazienki kierując się w stronę kuchni. Śniadanie już na mnie czekało. Przywitałam się z mamą siadając przy dużym prostokątnym stole. Upiłam łyk gorącej herbatki po czym wzięłam do ręki bułkę przeglądając gazetę.
- Umówiłam się dziś z Julką - powiedziałam nie odrywając wzroku od pisma.
- Idziecie gdzieś? - mama spojrzała na mnie oczekując odpowiedzi.
- Przejść się - spojrzałam na nią unosząc kąciki ust ku górze.
Skończyłam jeść, więc wstałam i poszłam do pokoju. Włączyłam muzykę i położyłam się na łóżko wyciągając telefon z kieszeni. Wystukałam kilka słów po czym wysłałam sms'a ' szykuj się Słońce, bo będę u ciebie za jakąś godzinkę :* '. Uderzałam na przemian dłońmi w brzuch wystukując rytm piosenki, jaka właśnie bębniła z głośników. Zaśmiałam się słysząc jak w sąsiednim pokoju brat śpiewa razem z wokalistą po czym zaczęłam śpiewać razem z nim tworząc tym samym abstrakcyjne trio. Wstałam z łóżka wyłączając muzykę. Wyszłam z pokoju przeczesując włosy palcami. Owinęłam się długim, cieplutkim szalikiem.
- To ja lecę! - krzyknęłam do domowników zbiegając po schodkach. Wyszłam na zewnątrz wdychając powietrze głęboko w płuca. Będąc już poza zasięgiem domu wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i kolorową zapalniczkę, którą dostałam od kolegi na ostatnie urodziny. Wiedziałam, że ani rodzice, ani Julka nie lubią kiedy palę więc postanowiłam zrobić to w trakcie spaceru. Odpaliłam szluge, która wystawała mi z ust po czym  zaciągnęłam się nią. Z buzi wypuściłam w górę biały dym. Szłam przez park trzymając w dłoni zapaloną fajkę. W pewnym momencie podszedł do mnie wysoki brunet o czekoladowych oczach.
- Masz żar? - spojrzał na mnie.
- Mam, mam - puściłam mu oko ponownie wyciągając zapalniczkę - Nie pal kolego, to szkodzi - zaśmiałam się odpalając mu papieroska.
- Już to gdzieś słyszałem, a ty koleżanko chyba nie masz tu nic do gadania - parsknął śmiechem spoglądając w moją dłoń.
- Oj tam, czepiasz się - odwróciłam wzrok po czym ponownie spojrzałam na niego.
- Jestem Patryk - zaciągnął się po czym wypuścił dym gdzieś w bok.
- Kinga, miło mi - uśmiechnęłam się promiennie nie odrywając wzroku od jego tęczówek.

3 komentarze: